niedziela, 31 maja 2009
Filczki Wilczki - miękkie buciki z filcu

Mały chodziaczek wymusił na mnie uszycie miękkich bucików, dzięki którym polepszy mu się przczepność do śliskiej podłogi, a i nie będą się tak łatwo zdejmowały jak skarpetki. Kolorowy filc, kawałek miękkiego zamszu na podeszwę, mulina i do dzieła.

sobota, 30 maja 2009
Ślimak, ślimak pokaż rogi...

Kupka resztek materiałów, nagła potrzeba śliniakowa i... już gotowe są dwustronne śliniaki, Przeżyły wigilijny barszczyk z buraczków bez grama plamki ;).

środa, 27 maja 2009
Podejrzane

Na jednym ze sklepów internetowych podejrzałam ciekawe zabawki manipulacyjne. Szyte przez polską firmę Drapinos smakołyki użekły mnie na tyle, że z kawałkiem szmatki w ręku pognałam do maszyny. Efektem tej pracy jest faworek i ciastko francuskie, oraz dodatek do syna kuchni - jajo sadzone (własny pomysł).

Oryginalny faworek Drapinos

Mój "wypiek" ;)

 

Ciastko francuskie Drapinos

Mój "zawijaniec"

 

I jajo sadzone

 

http://img211.imageshack.us/img211/7315/dsc0918df7.jpg
Zabawki firmowane ręką mamy ;) - część 2

Największą moją dumą uszytych zabawek jest MisioMysz, Uszyty z kawałka starej tkaniny obiciowej. Miał to być miś z prawdziwego zdarzenia, a wyszła taka trochę mysza :).

 

Zabawki firmowane ręką mamy ;)

A co, zabawki też można uszyć :). Powstało kilka i w planach kolejne. Poczynając od maty do zabawy, na przytulance kończąc.

Pierwsza powstała mata. Miękka z piszczałkami, schowkami, grzechotkami, pozytywką. Liście na drzewie kokosowym (z kokosami ;) ) szeleściły, słońce zakrywało na rzepy księżyc, trawka skrywała kwiaty. Nawet pałąk do wieszania zabawek był. Niestety, już wylądowała w przepastnej piwnicy - synulec wyrósł.

 

 

 

Następnie przyszedł czas na  Eda - szmacianą lalkę (100% chopca) ;). Ed spędził długie miesiące upchnięty na dnie kosza z zabawkami, aby jakiś czas temu zyskać drugie życie i być ukochaną lalą syna. Oczywiście Ed w pieluszce wielorazowej ;).

 

 

Aby Edowi smutno nie było, doszyła się do niego Edka Forgetka.

 

 

 

Pieluszki

Nie będzie chronologicznie, bo aby odkopać moje szycie sprzed kilku lat, musiałabym poruszyć niebo i ziemię ;).

Ostatnio na maszynie lecą pieluszki. Ktoś zada pytanie "po co szyć pieluchy, skoro są jednorazówki". A no z jednej strony aby propagować działania proekologiczne, z drugiej strony ku szybszemu pozbyciu się pieluch u malucha. Sama zdziwiłam się, gdy mój syn po tygodniu używania wielorazówek zaczał dokładnie sygnalizować potrzeby, czego kompletnie nie robił nosząc jednorazówki.

Jest kilka rodzają pieluszek wielorazowych. Formowanki, kieszonki, AIO, składane. A do tego wkładki, otulacze, wełniane majteczki... Jeśli ktoś pragnie zgłębić  temat, zapraszam na strony: http://ekobaby.pl/ , www.pieluszkarnia.pl/

A oto moje pieluszki uszyte z Pul'a.

 

 

 

 

 

 

 

sobota, 16 maja 2009
Kiedy się zaczęło.
Wiele lat temu. Od prostych spódniczek dla lalki ściągniętych kawałkiem nitki. Pierwsze ściegi maszynowe poczyniłam na starej maszynie babci. Ciekawe czy nadal jest gdzieś w piwnicy? Nie pamiętam nawet jakiej była firmy, ale była to stara czarna maszyna przerobiona na napęd elektryczny. Szyć szyło się fatalnie, więc szybko udało mi się uprosić mamę aby udostępniła mi swojego Łucznika. Jako że mama nie przejawiała zainteresowania szyciem na maszynie, z lekkim przymrużeniem oka patrzyła na mój zapał krawiecki, sądząc że minie z pierwszym nieudanym mym produktem. Fakt, napsułam materiałów całą tonę. Byłam za młoda aby nauczyć się krawieckich sztuczek według starej szkoły.

Dopiero kilka lat później wpadł mi w ręce miesięcznik Burda. Och, ależ mi się ręce trzęsły gdy przeglądałam modele ciuchów proponowanych w gazetce. A gdy rozłożyłam wielką płachtę z wykrojami, aż mnie zatkało. I dopiero wtedy zaczęła się ta prawdziwa przygoda z szyciem.

Co prawda wciąż uważam że szyję mało i jeszcze nie dość dobrze, ale mam nadzieję że umiejętności się kształtuje wraz z ilością przerobionego materiału :).